DSC_2903Ostatnie wakacje spędzone na turnusie rodzinnym skłoniły mnie do  refleksji szeroko pojętego wypoczynku naszych dzieci. Przez wiele dni, zwłaszcza podczas posiłków słyszałam z każdej strony: „nie wolno,uspokój się, ludzie patrzą, bądź ciszej, bo ludzie jedzą„- tak jakby krzyki dzieci przeszkadzały w konsumowaniu obiadu. Owszem, czasami jest to irytujące, ale jadąc na turnus rodzinny na którym są głównie dzieci należy się z tym liczyć, że będzie hałas, gwar i dużo śmiechu. Widzę zrozumienie tych „zwracających uwagę” dla obcych dzieci, natomiast rodzice/dziadkowie ciągle strofują i krytykują swoje dzieci/wnuki. Dlaczego? Czy to przez nasze wewnętrzne przekonanie, że nasze dzieci muszą być idealne, a inne mogą rozrabiać? Ja początkowo też poprawiałam na każdym kroku swoje maluchy.  Moje dążenie do perfekcji ujawniło się również w wychowaniu dzieci. „Tego nie wolno, nie wypada, nie możesz” -czy i Wy nadużywacie tych słów? Kiedy wyjechałam sama na wakacje z Zosią i Antkiem bardzo stresowałam się tym, że broją, brudzą, krzyczą- czyli robią to co  wszystkie normalne  dzieci. W rezultacie chodziłam zdenerwowana, a wręcz zła, bo nie potrafiłam sobie z nimi poradzić! Przyjechałam przecież odpocząć a jedyne co robiłam to pilnowałam, poprawiałam, sprzątałam i krytykowałam. Po dwóch dnia stwierdziłam jednak, że to nie ma sensu. Pewnie, że chcę aby były one zawsze grzeczne, ułożone, ładnie jadły i słuchały rodziców.Ale czy danie im odrobiny luzu, zwłaszcza na wyjeździe wypoczynkowym oznaczać będzie błędy wychowawcze? Czy tak bardzo boimy się, że lata nauki dobrych manier przez kilka dni w roku pójdą w zapomnienie? Dlaczego nie sprawić, oczywiście w granicach rozsądku-że i w przypadku naszych własnych dzieci przymkniemy trochę oko na rozlane mleko, rzucony pod stół kawałek bułki czy małe wybrzydzanie przy stole.( Co owszem oznacza trochę naszej pracy przy doprowadzeniu stołu i jego okolicy do stanu używalności 😉  Takie nieustanne strofowanie psuje atmosferę cudownych wakacji nie tylko naszym dzieciom, ale głównie nam. Bo to my musimy pouczyć, zwrócić uwagę, to my się przejmujemy tym bałaganem na stole.I często ziejemy wtedy jadem. A co gorsze, WAŻNE jest dla nas co ludzie powiedzą, i jak nas zaczną odbierać. Gwarantuję Wam,że ta Pani przy stole obok sama ma dzieci i rozumie, że małe rączki często nosi aby „przypadkiem” coś spadło. A to, że moja Zosia ma dwie lewe ręce i prawie przy każdym posiłku wyleje cały kubek kompotu na siebie- no cóż, po kimś to ma 🙂 I raczej nic z tym nie zrobi, bo ja jestem gapa po dziś dzień.

Apeluję zatem o WYLUZOWANIE zwłaszcza na wakacjach. Wyjdzie to nam na korzyść, a nasze dzieci będą wniebowzięte, że mają taką COOL mamę czy tatę 🙂

Na zakończenie przytoczę zabawną historię jaka miała miejsce stolik obok .Mianowice dwójka rodziców i dwójka dzieci. Dwudaniowy  obiad podany na stole,  z radością rodzina zaczyna konsumować. W pewnym momencie czteroletnia dziewczynka na cały głos rzecze: No tak! Sobie to przynieśliście picie, ale o nas to już zapomnieliście! Co z Was za rodzice!! Padłam 🙂

Dodaj komentarz